pracownicze

330 readers
1 users here now

wszystko co związane z zatrudnieniem

founded 4 years ago
MODERATORS
126
127
 
 

Kilkaset milionów zadłużenia, widmo zwolnień grupowych, przepracowanie, frustracja pracowników. Poczta Polska jest na skraju bankructwa. Chociaż nowe władze zapowiadają transformację, pracownicy obawiają się o swoją przyszłość. Protestowali przed Ministerstwem Aktywów Państwowych i mówią, że nie powiedzieli ostatniego słowa. Zapowiadają już strajk ostrzegawczy, a jeśli to nic nie da — strajk generalny.

Pocztowców oburzają ostatnie decyzje kierownictwa. Spółka inwestuje w kąciki zabaw dla dzieci i miski z wodą dla psów. Dla pracowników pieniędzy nie ma
To jest absurdalne, że jako pracownicy mający kontakt z gotówką, zarabiamy najniższe pieniądze w kraju — mówi w rozmowie z Onetem Piotr Saugut, przewodniczący NSZZ Listonoszy
Długie kolejki, wiecznie pozostawione awizo w skrzynce, archaiczne procedury — to wszystko sprawia, że trudno jest pocztowcom współczuć. Sami tłumaczą, z jakimi problemami się borykają
Dr Mateusz Chołodecki, ekspert z zakresu rynku pocztowego, wyraża zaskoczenie, że pracownicy poczty chcą protestować tak późno. Jednocześnie jest skonfundowany planami rządzących. W jego ocenie firma przespała wiele okazji, by odmienić swój los. — Okienko na możliwości zmiany powoli się zamyka — przekonuje
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu

Poczta Polska ma 466 lat. Za jej symboliczny początek uznaje się 18 października 1558 r., kiedy to król Zygmunt August ustanowił stałe połączenie pocztowe między Krakowem a Wenecją przez Wiedeń. Historia spółki jest więc bardzo długa, co chętnie podkreślane jest przy wielu okazjach. O kilkusetletniej tradycji przypomina się także teraz, gdy jej losy wiszą na włosku.

— Poczta Polska została nam przekazana w tragicznym stanie — powiedział 19 kwietnia minister aktywów państwowych Borys Budka i przypomniał, że spółka tylko w zeszłym roku zanotowała 600 mln zł straty. W jego ocenie urzędy pocztowe wyglądają jak sklepy z dewocjonaliami, a nie placówki operatora publicznego, "pocztą rządzili dyletanci, a dziś ma ona profesjonalny zarząd".

Pod koniec marca konkurs na stanowisko prezesa Poczty Polskiej wygrał Sebastian Mikosz. W pierwszym miesiącu zarządzania spółką skierował do pracowników list, który trafił ostatecznie do mediów, gdzie alarmował o fatalnych wynikach finansowych. Napisał w nim o "największej historycznej stracie", przez co morale wśród pracowników są jeszcze niższe.

Tymczasem związki zawodowe od dawna apelują o podwyżki. Większość pracowników zarabia najniższą krajową, sukcesywnie redukowane są kolejne etaty, pracy jest więcej, a płaca ta sama. I tylko patrzą, jak kolejne grupy zawodowe dostają wyższe płace, a oni wciąż muszą oglądać złotówkę z każdej strony.

"Miliony na miskę dla psa, kiedy za pracę pustą miskę mam ja"

Frustracja pocztowców doprowadziła ich przed gmach Ministerstwa Aktywów Państwowych przy ul. Kruczej w Warszawie. Przyjechały delegacje pracowników z różnych części Polski, mieli ze sobą flagi Solidarności i banery z hasłami: "Pracujemy 1 za 5. Będziemy 1 za 10", "Miska ryżu po krzyżu", "Naprawa Poczty Polskiej likwidacja" czy "Miliony na miskę dla psa, kiedy za pracę pustą miskę mam ja". Ostatnie hasło to nawiązanie do decyzji kierownictwa o zadbaniu o miski dla psów w każdej placówce. I chociaż w samej idei nie ma nic kontrowersyjnego, a nawet jest godna pochwalenia, to wielu bulwersuje, że na realizację tego projektu przeznaczono niecałe 100 tys. zł. Tu warto wspomnieć, że w całej Polsce jest 7,6 tys. placówek, filii i agencji pocztowych.

ZOBACZ: Sytuacja Poczty Polskiej jest coraz gorsza. "Największa historyczna strata"

Pocztowcy przed MAP protestowali przed masowymi zwolnieniami, o których zarząd miał nieoficjalnie poinformować związki zawodowe podczas spotkania. Domagają się też podwyżek, gdyż zarabiają najniższą krajową. Skarżą się na coraz dłuższą listę obowiązków. Niektórym listonoszom obszar, który obsługują, zwiększył się w ostatnich latach o 80 proc.

"Poczta Polska jest na skraju bankructwa. Pracownikom są obcinane etaty, listonoszom jest dokładane coraz więcej pracy — a płaca taka sama. Okienka są zamykane, a co za tym idzie, w kolejkach będzie się stać po godzinie — ale nie martwmy się, ministerstwo stać na kącik dla dziecka, żeby mu się nie nudziło stanie z rodzicem w kolejce, a psom miski z wodą, ale dla pocztowców nie ma już pieniędzy" — pisze na Facebooku uczestniczka protestu.

"Prowadzone są masowe zwolnienia, z prawie 100 tys. pracowników zostało ok. 60 tys., a to jeszcze nie koniec. Firma, która działa najdłużej, 466 lat, jest najmniej szanowaną firmą w Polsce" — dodaje.

— Bardzo źle się dzieje. Nowy prezes chce całkowicie przekształcić pocztę, a może nawet zbudować ją na nowo. Nie chce mieć typowej poczty, bardziej widzi nas jako firmę logistyczną albo kurierską, a poczta ma pełnić zupełnie inną rolę. Ma swoją misję. Po drugie chodzi o zarobki. Chcemy podwyżek, bo ok. 80 proc. załogi zarabia najniższą krajową, niektórzy jeszcze mniej. To jest absurdalne, że jako pracownicy mający kontakt z klientem, gotówką, zarabiamy najniższe pieniądze w kraju — mówi w rozmowie z Onetem Piotr Saugut, przewodniczący NSZZ Listonoszy PP i pomysłodawca WRZ 28 (wspólnej reprezentacji związkowej zrzeszającej 28 organizacji).

— Na ostatnim spotkaniu pan prezes przekazał nam osobiście, że zamierzają przeprowadzić zwolnienia grupowe. Mimo że wcześniej mówiono o redukcji etatów na bazie naturalnej fluktuacji, czyli nieprzedłużania umów osobom, którym się one kończą czy przechodzenia na emeryturę — mówi. — Zakładamy, że te zwolnienia mogą być na dużą skalę — dodaje. Widmo strajku generalnego. Urzędy staną na dobre

Podczas pikiety związkowcy złożyli pismo z żądaniami do ministra Borysa Budki. Ultimatum postawili także zarządowi spółki. Domagają się do 8 maja przedstawienia propozycji wzrostu wynagrodzeń albo dojdzie do strajku ostrzegawczego. Zaplanowano go na 16 maja w godzinach 8-10 w całym kraju. Jeśli to nie pomoże, planowany jest strajk generalny.

— Jeżeli nic się nie zmieni, to szykujemy się na coś większego. Gdybyśmy 8 maja nie dogadali się, a wiele na to wskazuje, to po 16 maja zaczniemy przygotowania już do strajku generalnego w całej Poczcie Polskiej. Oczywiście najpierw przeprowadzimy referendum w tej sprawie wśród pracowników — mówi Piotr Saugut. — Jak po 50 proc. załogi będzie za przeprowadzeniem strajku, to wtedy urzędy staną na dobre. Nie będą świadczyć wtedy żadnej usługi do momentu dojścia do porozumienia. Nie wiem, ile to potrwa, jeden dzień, dwa, a może tydzień? Wszystko zależy od woli pracodawcy i załogi — dodaje.

Niemcy: Listonosz od lat nie zapukał do drzwi. Listy trzymał w domu

Podczas pikiety do protestujących wyszedł wiceminister Jacek Bartmiński i przyjął od nich petycję: "Rozumiemy państwa obawy o miejsca pracy i o przyszłość Poczty Polskiej. Minister aktywów państwowych nie wyobraża sobie, żeby przedsiębiorstwo z prawie 500-letnią historią przestało istnieć. Wspólnie i w dialogu będziemy pracować nad poprawą sytuacji polskiej poczty" – powiedział.

MAP w przedstawionym stanowisku zwraca uwagę, że minister Borys Budka zabiegał w Brukseli o zgodę na udzielenie pomocy publicznej. W tym celu udało się także przeprowadzić przez Sejm i Senat nowelizację ustawy Prawo pocztowe. Jednak Andrzej Duda skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, co robi konsekwentnie z każdą ustawą po tym, jak marszałek Sejmu podjął decyzję o wygaszeniu mandatów poselskich Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.

Jednak związkowiec Piotr Saugut bardzo źle ocenia dotychczasową współpracę z ministerstwem. — My jako Związek Zawodowy Listonoszy Poczty Polskiej należymy do Federacji Forum Związków Zawodowych i mamy powołaną branżę łączności przy Forum i nawet tam pan minister Jacek Bartmiński ma problemy, żeby zorganizować jakiekolwiek spotkanie. Lekceważy centralę ogólnopolską, więc oceniam na chwilę obecną bardzo źle nasze relacje — oburza się Saugut.

Jednocześnie przyznaje, że ministerstwo trzeba pochwalić za zmiany w Prawie pocztowym. — To też pokłosie zaniedbań z ostatnich lat poprzedniego zarządu Poczty Polskiej i rządzących, którzy tę ustawę zepsuli. Rzeczywiście, to zostało w tej chwili szybko naprawione i tutaj trzeba pochwalić obecnie rządzących. Natomiast to, że spółka dostanie pieniądze, to nie zmienia naszej sytuacji — stwierdza. "Poczta Polska nie ma szczęścia do prezesów"

Jednak największy żal związkowcy mają do nowego prezesa Sebastiana Mikosza. Nie podoba się im jego strategia, która z jednej strony ma stawiać na poprawę rentowności, a z drugiej uszczuplić kadrę. Mikosz chce też unowocześnienia poczty.

— Listy nie znikną z torby listonosza. Na pewno nie tak prędko, jakby chciał nowy prezes. Zdajemy sobie sprawę, że ta liczba doręczeń będzie spadać, ale w tej chwili tych listów jest naprawdę bardzo dużo — mówi Piotr Saugut.

Związkowiec zwraca uwagę na trudne relacje z prezesem poczty. — Próbowaliśmy niejednokrotnie wymusić spotkanie na temat problemów poczty. Do tej pory odbyło się jedno i to zdalnie. A do tego nawet nie mogliśmy zadawać pytań, bo każdy miał wyłączone mikrofony. Ewentualnie można było coś napisać na czacie — relacjonuje.

Poczta nie ma szczęścia do prezesów. Myśleliśmy, że to się zmieni po 15 października, bo premier Tusk mówi, że teraz stawia na fachowców. A my jesteśmy rozczarowani, bo pan prezes kompletnie się na poczcie nie zna. On przyszedł tu robić wynik, a poczta nie jest od tego, tylko żeby zapewnić dobre usługi Polakom w całym kraju. Poczta to misja. Nie możemy patrzeć na nią jak na przedsiębiorstwo przynoszące wyłącznie zyski, bo tego nigdy nie będzie

— stwierdza.

Sebastian Mikosz, zanim został prezesem Poczty Polskiej, dwa razy pełnił funkcję prezesa zarządu Polskich Linii Lotniczych LOT. Potem był prezesem grupy Kenya Airways. Doświadczenia związanego z pocztą na próżno szukać w jego CV. Nieraz nawet karetka nie dojedzie, a listonosz dochodzi

Długie kolejki na poczcie, wiecznie pozostawione awizo w skrzynce, archaiczne procedury — to wszystko sprawia, że trudno jest pocztowcom współczuć. Rzadko zastanawiamy się nad tym, że za pozostawionym awizo stoi listonosz, który dziennie ma do dostarczenia kilkaset przesyłek. A przecież auta służbowego nie ma. Dostaje co prawda pieniądze na pokrycie kosztów dojazdów, jednak są to stawki ustalone kilka lat temu, przez co musi często dokładać z własnej kieszeni. Niektórzy wybierają bardziej ekonomiczne opcje — rower (częściej na wsiach i małych miejscowościach) lub komunikację miejską. Wtedy nieważne jest, czy pada deszcz, śnieg, czy są 30-stopniowe upały. Listy i przesyłki muszą zostać doręczone.

Wspomniany Piotr Saugut, zanim w pełni zaangażował się w działalność w związkach zawodowych, był listonoszem. W sumie na poczcie pracuje od 1996 r. Podkreśla, jak odpowiedzialna jest praca listonosza.

— Listonosz musi znać wszystkie adresy i imiona w danym gospodarstwie. Nieraz zdarzało się, że było podane imię i nazwisko oraz miejscowość, bez numeru, więc musiałem wiedzieć, kto dokładnie, w jakim domu mieszka. Czasami się powtarzają imiona i nazwiska, a listonosz musiał wiedzieć, komu dostarczyć emeryturę. Jakby dostarczył źle i potem ktoś tych pieniędzy by nie oddał, to musi pokrywać to z własnej pensji — opowiada.

Przez zmniejszanie liczby pracowników i zmiany w rejonach listonosz często musi dojeżdżać do 100 czy 120 km. — Proszę spojrzeć na nogi listonoszy w wieku 60-65 lat, same żylaki. Wychodzi chodząca praca po latach — dodaje Saugut.

Podkreśla też, że rolę pocztowców pokazała pandemia COVID-19. Wszystkie urzędy były zamknięte, a poczta była czynna.

— A ten listonosz, mimo zagrożenia, szedł do każdego domu i dostarczał korespondencję czy emerytury. Często na wsi listonosz musi dojść tam, gdzie nikt nie chce dojść oprócz niego. Nieraz nawet karetka nie dojedzie, a listonosz dochodzi

— puentuje. Młodzi na pewno nie będą pracować na poczcie

Rozmawiamy też z naczelniczką jednego z oddziałów Poczty Polskiej, która pracuje w zawodzie już ponad 20 lat. Zwraca uwagę na dużą frustrację wśród personelu przez niskie i niewymierne zarobki.

—Podnieśli najniższą krajową, ale wyłącznie tym zarabiającym najmniej. Ani kontrolerom, ani naczelnikom nic nie podnieśli. I dochodzi do takich absurdalnych sytuacji, że między naczelnikiem urzędu a zwykłym pracownikiem są groszowe różnice w pensji. A już między kontrolerem a pracownikiem to może złotówka różnicy — mówi w rozmowie z Onetem.

Zwraca też uwagę, że zawód pocztowca powoli wymiera. Młodzi nie chcą się zatrudniać, a cały system działa dzięki pracownikom z długim stażem. Pojawia się pytanie, co będzie, jak ci starsi przejdą na emerytury.

— Młodzi zwalniają się, nie chcą pracować za najniższą krajową. Jeżeli odejdą starsi pracownicy, to młodzi na pewno nie będą pracować na poczcie. Jak nawet przychodzą, to na chwilę i odchodzą — dodaje.

Poczta Polska przeprowadzi masowe zwolnienia? "Nastroje w firmie są fatalne"

Irracjonalne wydaje się jej podejście zarządu do redukcji etatów czy sygnały, że placówki będą działały np. co dwa dni. — Zamykanie urzędów na jedną zmianę, to nie jest budowanie dostępności dla klientów, a o to zarząd cały czas zabiegał. Jeżeli urząd będzie zamknięty, to jaka to będzie dostępność do klientów? Żadna — podkreśla.

— Już teraz są urzędy, gdzie pracują tylko na jedną zmianę, bo ogólnie nie ma ludzi, a jeszcze ktoś poszedł na zwolnienie lekarskie. No niestety ludzie chodzą na zwolnienia, bo poczta płaci tak, jak płaci, więc nikt nie poświęca się dla tej pracy. Gdyby zadbali o pracowników, dali godne wynagrodzenia, to byłoby inaczej — uważa rozmówczyni Onetu.

Wspomina, że jak dziewięć lat temu obejmowała kierownicze stanowisko w urzędzie, to miała łącznie ośmiu pracowników w okienku. Teraz tylko czterech. — Od listopada czekałam na zatrudnienie osoby. Wie pani, kiedy przyszła? Dopiero w marcu. Takie jest zainteresowanie pracą na poczcie. Ludzi się nie skseruje, więc nikt nie będzie pracował po 12 godzin.

Do samej idei protestów podchodzi sceptycznie. — Już tyle było tych strajków i nic nie wywalczyli, za dużo u nas tych związków zawodowych. No ale może tym razem coś się uda, ale wątpię. Trochę jest już za późno, bo zbyt wiele etatów nam pozabierali. Na pewno moim pracownikom nie zabronię strajkować — stwierdza. "Jeżeli do końca tego roku nie uda się dokonać zmian, to już nie będzie czego reformować"

O kondycji Poczty Polskiej rozmawiam również z dr. Mateuszem Chołodeckim, kierownikiem Laboratorium Rynku Pocztowego działającego przy Uniwersytecie Warszawskim.

— Rozumiem protestujących z wielu względów. A nawet dziwię się trochę, że związkowcy nie protestowali wcześniej. Poczta Polska w tej chwili zatrudnia 80 proc. pracowników za pensję minimalną, czyli tyle, ile prawo minimalnie dopuszcza, żeby kogoś zatrudniać na umowę o pracę na pełen etat. W związku z tym mają podstawy do tego, żeby protestować już tylko ze względu na niskie zarobki — mówi ekspert w rozmowie z Onetem.

Poczta Polska na skraju upadłości? "O decyzji zarządu miało być cicho"

— Czy powinny być zwolnienia, przyjmując ten profil działalności Poczty Polskiej, jaki obecnie mamy? Nie, są w mojej ocenie nieuzasadnione. W tej chwili Poczta Polska ma duży problem z jakością. Przesyłki są dostarczane nieterminowo do adresatów, bo nie ma odpowiedniej liczby listonoszy — wymienia. Dr Chołodecki zwraca uwagę, że na rynku pocztowym, w przeciwieństwie na przykład do telekomunikacji, gdzie jest pełna automatyzacja, zadania muszą być wykonywane przez pracowników. — Tego się nie da przeskoczyć — zaznacza.

Dodaje, że widać niekonsekwencję w strategii zarządu — z jednej strony chcą wejść na rynek paczek, a z drugiej zapowiadają kolejne zwolnienia. — Jestem skonfundowany. Co w końcu poczta chce robić?

— A jeśli chodzi o sam rynek paczek, to jestem orędownikiem tego, aby doszło do synergii działalności dwóch podmiotów należących do Skarbu Państwa, czyli Orlen Paczki i Poczty Polskiej. Konkurowanie tych dwóch podmiotów należących do jednego właściciela jest co najmniej dziwaczne. Natomiast jeżeliby Poczta Polska chciała naprawdę zaistnieć na rynku paczek i zarabiać na tym pieniądze, to potrzeba znacznych nakładów finansowych — mówi.

Jako przykład podaje popularny InPost, który był bankrutem. Ostatecznie znalazł się inwestor, czyli Amerykański Fundusz Inwestycyjny o ogromnych zasobach, który zainwestował bardzo poważne środki. Teraz jest liderem rynku z największą liczbą paczkomatów w kraju.

Czytaj także: "Duże rozżalenie i frustracja". Rząd o nich zapomniał?

— Poczta Polska przespała wszystkie możliwe momenty na to, żeby dokonać zmiany czy reformy. Wielu specjalistów mówi, że prawdziwe pieniądze na rynku pocztowym robi się właśnie na cross-borderze, czyli przesyłkach transgranicznych. Tak, jak to robi np. amerykański UPS. — Regulacje prawa międzynarodowego są łaskawsze dla krajowych operatorów pocztowych, dlatego mogą mieć oni przewagę na tym rynku. Robią to Niemcy, Szwajcarzy, Francuzi, Holendrzy, Brytyjczycy. Kto tego w ogóle nie robi? Poczta Polska — dodaje.

— Jednak przede wszystkim potrzebna jest strategia. Właściciel, czyli Skarb Państwa, musi jednoznacznie wypowiedzieć się, po co jest mu Poczta Polska, do czego ona mu jest potrzebna. W mojej ocenie Poczta Polska nie powinna, a nawet nie może odchodzić od swojego biznesu podstawowego, czyli od przekazywania przesyłek, paczek i logistyki. Powinniśmy się zastanowić, co teraz z usługą powszechną na rynku — zaznacza. Jak dostosować ją do nowych czasów i potrzeb społecznych. Te usługi w obecnym kształcie powoli tracą swój sens.

— Nie ma żadnego kraju w Unii Europejskiej, w ogóle w Europie nie ma żadnego kraju, który nie miałyby swojej poczty. Nawet Watykan ma. A my jesteśmy na takim bardzo niebezpiecznym zakręcie, że to okienko na możliwości zmiany na Poczcie Polskiej powoli się zamyka. Uważam, że jeżeli do końca tego roku nie uda się dokonać zmian, to już nie będzie czego reformować — stwierdza dr Mateusz Chołodecki.

128
129
 
 

Dziś odbyła się nasza pierwszomajowa demonstracja. Tradycyjnie, jak co roku, spotkaliśmy się na placu 1 Maja (obecnie Jana Pawła II), skąd przemaszerowaliśmy przez centrum miasta pod hasłem skróconego dnia pracy. Rozdaliśmy kilkaset ulotek przechodniom. Spotkaliśmy się przy tym z pozytywnym odzewem. Na demonstracji dzielnie grały nam Rytmy Oporu (Samba) z różnych miast Polski. Wygłoszone zostały przemowy dotyczące wyzysku i potrzeby solidarnej walki klasowej.

Po przemarszu zjedliśmy wspólnie wegański posiłek. Był to czas na integrację i odpoczynek. Dziękujemy za liczne przybycie osób i grup nie tylko z Wrocławia, ale i innych miast. Cieszymy się, że anarchistyczna majówka we Wrocławiu staje się tradycją i że frekwencja po raz kolejny dopisała.

Dziękujemy też za współorganizację wydarzenia grupom z całej Polski, a w szczególności wrocławskim grupom zrzeszonym w Konfederacji Wolny Wrocław. Do zobaczenia za rok!

Pracownicy zjednoczeni są niezwyciężeni, solidarność naszą bronią!

130
 
 

Poczta Polska mierzy się z pogłębiającym kryzysem. Prezes spółki przyznał otwarcie, że pierwszy kwartał 2024 r. przyniósł kontynuację negatywnego trendu z 2023 r., gdy spółka odnotowała historyczną stratę. Kierujący Pocztą Polską Sebastian Mikosz skierował list do pracowników.

Poczta Polska mierzy się z pogłębiającym kryzysem finansowym
Prezes Sebastian Mikosz przyznał, że rok 2023 przyniósł historyczną stratę, a I kwartał 2024 r. potwierdził trend
Sebastian Mikosz zdecydował się wysłać list do pracowników, w którym ujawnił plany zmian
Spółka planuje kompleksową transformację, m.in. sprawienie, że urzędy pocztowe staną się przyjazne klientom oraz nadrobienie długi technologicznego
Więcej informacji o biznesie znajdziesz na stronie Businessinsider.com.pl

W ujawnionym liście do pracowników firmy prezes potwierdził, że w 2023 r. Poczta Polska odnotowała "największą historyczną stratę".

"Poziom zanotowanej przez nas straty powoduje, że podejmujemy szereg działań, które mają w krótkim terminie zapobiec pogarszaniu tej sytuacji. Również pierwszy kwartał tego roku wskazuje na kontynuowanie negatywnego trendu, który musimy wspólnymi wysiłkami jak najszybciej zahamować. Kwoty nie odbiegają w sposób znaczący od tych, które przytaczały nieoficjalnie media (medialne doniesienia wskazywały na ok. 700 mln zł — red.), ale kiedy tylko będę mógł to zrobić, oficjalnie przekażę Państwu dużo dokładniejsze informacje" — napisał Mikosz.

Równocześnie przyznał, że firma jest coraz bliżej otrzymania zaliczki na poczet rekompensaty za świadczenie nierentownych usług powszechnych za lata 2021-22. Jak dodał, "kwota wynosząca ok. 700 mln zł może brzmieć imponująco, jednak, raz jeszcze powtórzę, nie stanowi żadnego remedium na nasze bolączki". Pieniądze te wystarczą bowiem jedynie na poniesione koszty, a nie trwałą naprawę sytuacji. Będzie transformacja

Prezes podkreślił, że Poczta wymaga "bardzo kompleksowej" transformacji, której plan jest właśnie układany.

"Poczta jest dla klientów. Dlatego chciałbym, aby goście placówek pocztowych czuli się możliwie jak najlepiej" — napisał Mikosz, przypominając że pierwszym krokiem jest zakup misek dla psów, co miało kosztować mniej niż 100 tys. zł. Kolejnym elementem jest sprawienie, że poczty będą przyjazne dzieciom. W tym celu pozyskiwane są stoliki i krzesełka dla najmłodszych.

"Projekt postaramy się zrealizować bezkosztowo, a dla dostawców dostępnych w placówkach produktów, wyposażenie takiego stolika, to doskonała forma reklamy. O szczegółach akcji będziemy jeszcze informowali" — wskazał Mikosz.

Mikosz poinformował, że wiceprezes ds. cyfryzacji Dariusz Śpiewak, skupiać się będzie w "pierwszej kolejności na minimalizowaniu skali długu technologicznego, który jest jedną z największych bolączek Poczty".

"Przestarzałe i nieprzyjazne dla użytkowników, czyli dla nas, pocztowców, systemy i oprogramowanie, znacznie ograniczają potencjał firmy, w niektórych obszarach czyniąc go wręcz niemożliwym do wykorzystania" — zaznaczono w piśmie. Kontynuacja współpracy z ukraińską pocztą

Sebastian Mikosz dodał, że podczas swojej niedawnej wizyty w Kijowie rozmawiał z władzami UkrPoshty o dotychczasowej współpracy oraz o dalszych planach rozwoju. "Obsługujemy ukraińską pocztę od początku wojny i chcemy tę współpracę rozszerzyć" — poinformował szef Poczty Polskiej.

W ubiegłym tygodniu Związek Zawodowy Pracowników Poczty (ZZPP) poinformował na swojej stronie, że do 8 maja 2024 r. oczekuje na przedstawienie przez pracodawcę propozycji wzrostu wynagrodzeń w trwających sporach zbiorowych, a równocześnie rozpoczyna przygotowania do dwugodzinnego strajku ostrzegawczego 16 maja.

Poczta Polska to największy operator pocztowy na rynku krajowym. Zatrudnia ponad 66 tys. pracowników, a jej sieć obejmuje 7,6 tys. placówek, filii i agencji pocztowych w całej Polsce

131
 
 

Jeżeli nawet ktoś jest na umowie B2B i ma jednoosobową działalność gospodarczą, to tak jak ma NIP, będzie również posiadał adres do doręczeń elektronicznych. Szewc, malarz, przedstawiciel handlowy, informatyk itd. I będą musieli przyjmować elektroniczne polecone - mówi Paweł Wojtaszyk, specjalista od e-doręczeń w Asseco Data Systems.

132
 
 

Pracownicy transportu publicznego w całych Niemczech podjęli przełomową akcję, koordynując walkę o nasze kontrakty - prawie wszystkie z nich w całym kraju wygasły w ciągu ostatnich czterech miesięcy - jednocześnie podejmując strajki w systemach autobusowych w 57 miastach.

Aby zwiększyć presję, zrobiliśmy coś nowego dla naszego związku i dla Niemiec: stworzyliśmy sojusz między lokalnymi pracownikami transportu i działaczami na rzecz klimatu, w tym uczniami, którzy prowadzili masowe marsze szkolne.

Niszczycielskie skutki zmian klimatycznych już teraz wstrząsają Niemcami: poważne fale upałów, powodzie i niedobory wody. Rosnący ruch domagający się działań na rzecz klimatu poczynił prawdziwe postępy - nasze sektory energetyczny i przemysłowy zmniejszyły zanieczyszczenie klimatu o prawie połowę w ciągu ostatnich 30 lat. Ale w transporcie, trzecim co do wielkości źródle zanieczyszczeń, nie poczyniliśmy prawie żadnych postępów.

Aby przeciwdziałać zmianom klimatu, potrzebujemy więcej autobusów na drogach. Budujemy ruch na rzecz podwojenia usług autobusowych. Po trzech dekadach cięć i prywatyzacji potrzebujemy znacznego zwiększenia funduszy federalnych.

Ale te miejsca pracy stały się tak trudne, że większość agencji ma ogromne niedobory pracowników. Aby urzeczywistnić wpływ na klimat, musimy również poprawić płace, przerwy i harmonogramy, dzięki czemu będzie to na tyle dobra praca, że pracownicy podpiszą umowę i zostaną.

ZATRZYMANIE NIEKONTROLOWANEGO SPADKU

Co skłoniło nasze związki zawodowe do podjęcia próby skoordynowanych strajków? Próbowaliśmy wielu innych strategii od czasu ogromnych cięć, które rozpoczęły się w latach 90-tych, z niewielkim powodzeniem. 87 000 pracowników tranzytowych, w większości zorganizowanych w naszym związku ver.di, jest podzielonych na 17 kontraktów regionalnych; zazwyczaj negocjują oni samodzielnie, stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo pracy. Pracownicy w całych Niemczech skończyli przez to z bardzo różnymi płacami i warunkami pracy.

Do 2017 r. liczba pasażerów rosła od lat, ale niszczycielskie cięcia sprawiły, że system tranzytowy stał się dysfunkcyjny. Opóźnienia, odwołania i przepełnienie były codziennym utrapieniem. Cięcia w systemie oznaczały dłuższe godziny pracy, długie niepłatne przerwy między płatnymi zmianami, brak szans na skorzystanie z toalety podczas zmiany, mniej wolnych weekendów, opóźnione podwyżki płac i wściekłych pasażerów. Tysiące osób opuściło fotel kierowcy, mniej zdecydowało się zacząć.

Aby zakończyć tę defensywną spiralę, wielu działaczek/działaczy związkowych uważało, że będziemy musieli stać się zsynchronizowaną siłą przy stole negocjacyjnym, nawet jeśli nasze umowy były pod względem prawnym odrębne. Zorganizowaliśmy lokalne spotkania i regionalne "konferencje akcji", aby znaleźć wspólne cele i opracować zjednoczoną strategię.

W naszych umowach z 2020 r. członkowie zdecydowali się ustawić kolejne wygaśnięcia w prawie każdym kraju związkowym na 2024 rok. Pozwoliło nam to zaplanować w tym roku dwa ogólnokrajowe strajki: jeden 24 godzinny 2 lutego, a drugi 29 lutego trwający 48 godzin, zbiegając się w czasie z wielkim dniem działań na rzecz klimatu 1 marca. Każdy region może również zaplanować kilka kolejnych strajków od stycznia do teraz.

Kolejny nowy pomysł: walczymy o "minimalne standardy". Porównaliśmy umowy, aby zobaczyć, kto ma na przykład najmniej płatnych dni wolnych, najdłuższe godziny pracy, najniższe wynagrodzenie weekendowe i najmniej płatnego czasu wolnego na działalność związkową. Naszym priorytetem przy każdym stole negocjacyjnym było podniesienie najniższych lokalnych przepisów i podniesienie poziomu krajowego.

AUTOBUSY NAPRAWIAJĄ KLIMAT

Nasze strajki miały na celu upewnienie się, że politycy i media nie będą mogli nas zignorować. Wiedzieliśmy jednak, że strajki nie przyniosą dużej presji ekonomicznej, ponieważ nasi pracodawcy polegają na funduszach rządowych. Potrzebowaliśmy opinii publicznej i ruchów społecznych po naszej stronie.

W 2019 roku aktywiści z Fridays for the Future, organizacji młodzieżowej, która prowadziła cotygodniowe marsze szkolne, zwrócili się do pracowników związku ver.di z pomysłem na wspólną akcję. Wielu pracowników uznało sojusz za dobry pomysł i zaproponowało go członkom do przedyskutowania i podjęcia decyzji. Z powodu pandemii nie byliśmy w stanie wdrożyć całej kampanii przy pierwszej próbie w 2020 roku, ale udało nam się ją rozwinąć.

Na lokalnych spotkaniach strategicznych w całym kraju członkowie postanowili spróbować nowej koalicji. Organizatorzy klimatyczni i pracownicy transportu wspólnie założyli sojusz #WirFahrenZusammen ("Jeździmy razem"), wzywając do poprawy warunków pracy i rozwoju transportu publicznego jako dwóch kluczy do osiągnięcia niemieckich celów klimatycznych.

WSPÓLNA JAZDA

Ogólnokrajowe sojusze mogą być puste - muszą być wypełnione życiem lokalnie. Początkowo pracownicy transportu często nie ufali działaczom na rzecz klimatu. Niektórzy nawet opuścili związek w proteście. Niektórzy postrzegali aktywistów klimatycznych jako irytujących, uprzywilejowanych rowerzystów, którzy lekceważyli przepisy ruchu drogowego. Niektórzy protestujący przeciwko klimatowi stosowali blokady dróg jako taktykę, która opóźniała autobusy i utrudniała pracę.

Organizatorzy włożyli więc wiele wysiłku w organizację spotkań, podczas których członkowie związku i aktywiści klimatyczni wspólnie omawiali plany kampanii. Młodzi aktywiści klimatyczni, w większości kobiety, dołączali do starszych kierowców autobusów, by przejechać całą zmianę i posłuchać o pracy. Inni udali się na place autobusowe i wysłuchali pracowników z każdego działu.

Począwszy od globalnego dnia akcji na rzecz klimatu we wrześniu ubiegłego roku, zorganizowaliśmy publiczną petycję od pasażerów i sojuszników, wspierając żądania związków zawodowych dotyczące warunków pracy oraz polityczne żądanie dodania 100 miliardów euro do federalnego finansowania transportu lokalnego do 2030 roku.

W miarę jak aktywiści zbierali tysiące podpisów, coraz więcej członków związku dostrzegało wartość sojuszu. Do marca podpisało się 200 000 osób. Ludzie mogli również zarejestrować się, aby otrzymać zaproszenie na następne lokalne spotkanie lub akcję.

CIASTO I KAWA

Tam, gdzie aktywiści i pracownicy zaczęli sobie ufać, nasze spotkania i wiece stały się bardziej ożywione. Młodzi aktywiści wprowadzili kreatywne taktyki - nowe przyśpiewki, konfrontowanie się z politykami w talk show i biurach. Wprowadzili interaktywne elementy na spotkaniach i wiecach, takie jak wspólne oznaczanie na mapie niebezpiecznych miejsc w mieście dla rowerzystów, pieszych i kierowców autobusów. Zamiast stać przy bramach zajezdni autobusowych, strajkujący przemaszerowali przez dziesiątki miast.

Aktywiści klimatyczni wnieśli swoje doświadczenie i sieci Piątków dla Przyszłości, ale jeszcze bardziej pomogła ich szczera ciekawość uczenia się od pracowników oraz ich gotowość do dostosowania się i wycofania w razie potrzeby.

Pracownicy zaczęli zapraszać aktywistów do udziału w spotkaniach związkowych i przemawiania na zgromadzeniach. Aktywiści i pracownicy utworzyli wspólne grupy na komunikatorach. Stworzyliśmy wspólne komitety, aby decydować o planach działań kampanii - gdzie wszyscy mogli wnieść swój wkład, ale pracownicy mieli ostatnie słowo.

Stopniowo, zakład po zakładzie, pracownicy i aktywiści klimatyczni budowali osobiste więzi. Nawet wątpiący pracownicy byli pod wrażeniem, gdy aktywiści pojawili się na liniach strajkowych z ciastem i kawą o 3 nad ranem, a następnie dołączyli do ośmiogodzinnych zmian pikietujących.

Wciąż prowadzimy negocjacje, ale odnieśliśmy już jedno wielkie zwycięstwo: ludzie i ruchy, które w przeciwnym razie by się nie spotkały połączyli się.

Uczące się osoby aktywistyczne lepiej rozumieją teraz pracowników tranzytowych i ich życie. Nauczyły się, jak łączyć ludzi z różnych środowisk w demokratycznym podejmowaniu decyzji i zdyscyplinowanych działaniach, a także stały się świadkami siły strajku.

Pracownicy autobusów zyskali równie wiele. Nauczyliśmy się nowych, kreatywnych taktyk, ożywiliśmy nasze spotkania i pikiety, i w końcu poczuliśmy uznanie dla naszej ważnej pracy.

Przesadą byłoby stwierdzenie, że wszyscy pracownicy są teraz aktywistami klimatycznymi. Ale mamy nowe spojrzenie: jazda autobusem to praca dla klimatu, o którą warto walczyć i nie musimy walczyć sami.

Berit Ehmke i Yanira Wolf są pracownicami ver.di, drugiego co do wielkości związku zawodowego w Niemczech, zrzeszającego 1,9 miliona członków, głównie na stanowiskach usługowych, w tym pielęgniarek, pracowników poczty, nauczycieli i kierowców autobusów.

133
 
 

Praca po 60-70 godzin tygodniowo na niejasnych warunkach i brak urlopów przez dwa lata z rzędu. Niektórzy kończyli po północy i jeszcze tego samego dnia wracali do kurników. Dotarliśmy do raportu Państwowej Inspekcji Pracy, której pracownicy skontrolowali fermy drobiu należące do Woźniaka, największego producenta jaj w UE.

-Raport szeroko dokumentuje przykłady łamania praw dotyczących czasu pracy. Przekroczone zostały limity tygodniowe i roczne. W raporcie omówiono przykłady dotyczące ponad 40 pracowników. U wielu z nich dopatrzono się przekroczonych norm - komentuje ustalenia PIP-u Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej", która pomagała bohaterom naszego filmu „Zdychy" w walce o ich prawa.

Przypomnijmy: we wrześniu zeszłego roku opublikowaliśmy film "Zdychy" będący efektem śledztwa, które na fermie w Wiosce przeprowadzili Oksana Osadczuk i Aliaksandr "Sasza" Askirka. To dwoje imigrantów współpracujących ze Stowarzyszeniem Otwarte Klatki. Na fermie Woźniaka - największego producenta jaj w UE - przepracowali sześć tygodni, w trakcie których wykonali setki nagrań i zdjęć. Materiały są wstrząsające. Na nagraniach widać kury umierające z jajkami w kloakach, zwłoki wysuszone na wiór, ranne ptaki bez piór, którym nikt nie pomaga, akty ptasiego kanibalizmu, brud i robaki, w tym pchły, które atakowały również pracowników fermy.

134
 
 

Dotarliśmy do zapisów z wewnętrznego forum pracowników Poczty Polskiej (PP). Pocztowcy są oburzeni jedną z pierwszych decyzji spółki, podjętą tuż po ogłoszeniu redukcji zatrudnienia. „Kupno misek dla psów nie jest teraz priorytetem” – komentują.

„Poczta przyjazna psom, ale czy ludziom?”, „Dla psa miska wody, dla pracownika miska ryżu”, „Poczta schodzi na psy” – to tylko część komentarzy, jakie pojawiły się na wewnętrznym forum pocztowców. Dotarliśmy do zapisów z firmowego intranetu, gdzie atmosfera jest naprawdę gorąca. Wszystko przez, poniekąd szczytną, inicjatywę ogłoszoną właśnie przez zarząd państwowej spółki: „Poczta przyjazna czworonogom”.

Poczta Polska zrywa z „dobrą praktyką”

Chodziło o zapewnienie psom, towarzyszącym klientom odwiedzającym placówki, możliwości napicia się wody w upalne dni. Ale wyszło kompletnie niezręcznie i w firmie zawrzało.

Akcja ta, co nie jest w przypadku PP oczywiste, zjednoczyła praktycznie wszystkie związki zawodowe w molochu. Pracownicy są wściekli, bo sytuacja finansowa operatora jest dramatyczna: setki milionów złotych straty za 2023 r., wyniki po pierwszych miesiącach br. również na minusie, do tego PP ogłosiła potężne cięcie etatów – redukcja zatrudnienia w 2024 r. sięgnie co najmniej 5 tys. osób (Związek Zawodowy Pracowników Poczty przekonuje, iż w praktyce może to być nawet 10 tys. stanowisk).

A na tym nie koniec, bo spółka ma kłopot z regulowaniem płac. Poczta zaciąga kredyty, by mieć na pensje dla pracowników, a ostatnia wypłata za marzec u części osób pojawiła się z opóźnieniem. Bogumił Nowicki, szef pocztowej „Solidarności”, podkreśla, że pracodawca zerwał „z dobrą praktyką przekazywania wynagrodzeń na konta pracowników z jednodniowym wyprzedzeniem względem ustalonego terminu”. W efekcie – z uwagi na procedury wewnętrzne w niektórych bankach – pieniądze do niektórych pracowników miały dotrzeć po terminie. „Ustalimy, czy to przejaw nieudolności, czy świadoma próba upokorzenia pracowników PP” – grzmi Nowicki. „Karmniki dla gołębi pocztowych”

Gdy w firmie brakuje pieniędzy na podstawową działalność, a 80 proc. pracowników zarabia na poziomie ustawowego wynagrodzenia minimalnego, ogłoszenie projektu pomocy psom, co najprawdopodobniej miało ocieplić wizerunek PP, okazało się strzałem w płot.

Kupno misek do placówek dla PP może nie jest spektakularnym wydatkiem, ale pracownicy zaznaczają, że spółka ma ważniejsze problemy i wydatki. Na forum wskazują, że w sytuacji, gdy brakuje pracowników w regionach, a jakość usług spada, teraz ma być wyznaczona osoba do pilnowania miski i uzupełniania w niej wody. A wszystko w ramach dotychczasowych obowiązków.

Oto tylko niektóre z komentarzy pracowników:

„Witam wszystkich przyjaciół zwierząt, ale chyba zapomnieliśmy o naszych pracownikach i ich problemach życiowych. Im chyba będzie trzeba zapewnić też coś do jedzenia”.

„Pomysł z miskami z wodą dla piesków oczywiście jest OK. Ale czy moment jest odpowiedni?”.

„Kupno misek dla psów nie jest teraz priorytetem”.

„A co z ptakami, a w szczególności gołębiami pocztowymi ... karmniki dla ptaków? Poczta przyjazna ptakom”.

Spóźnione Prima Aprilis w Poczcie Polskiej

Zdziwienia nie krył też Robert Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty. – Na początku myślałem, że to spóźniony żart na Prima Aprilis, ale nie – Poczta znowu potrafiła mnie zaskoczyć – komentuje. I dodaje: Czekam na pierwsze skargi klientów, że miska jest pusta.

W centrali PP zaznaczają, iż jednym z priorytetowych celów zarządu spółki jest zmiana wizerunku firmy. - W ramach zainicjowanych działań ograniczyliśmy już liczbę plakatów i materiałów promocyjnych w placówkach, jak również rozpoczęliśmy przegląd i porządkowanie oferty handlowej. Dążymy do tego, aby nasze urzędy i filie stały się miejscami bardziej przyjaznymi dla klientów. Z uwagi na kondycję finansową firmy, zaplanowane na tę chwilę działania mają charakter niskokosztowy - argumentują w PP. I dodają, że o kolejnych "proklienckich" projektach firma szerzej poinformuje już niebawem.

Jednocześnie biuro prasowe wskazuje, że na firmowym forum pojawiły się również pozytywne komentarze dotyczące akcji „Poczta przyjazna czworonogom”. I cytuje przykłady:

„Mi korona z głowy nie spadnie, żeby nalać świeżej wody, czy wytrzeć podłogę. Większy brud potrafią zostawić po sobie klienci”.

„To, co w wielu miejscach jest normą, na Poczcie wprowadzane jest na końcu i w dodatku robi się z tego jakiś niewyobrażalny problem”.

„Chyba jest z nami już bardzo źle, skoro nalanie wody do miski i jej umycie stanowi temat 6 stron forum”.

135
 
 

Nawet 10 tys. osób ma stracić pracę w Poczcie Polskiej - twierdzą związki zawodowe. Spółka zapewnia, że nie przeprowadza akcji zwolnień grupowych, a jedynie nie obsadza powstałych wakatów. Związkowcy obawiają się jednak notorycznych redukcji w pogoni za rentownością. – Wpadliśmy w błędne koło – mówi jeden z nich.

Nowa ekipa w Poczcie Polskiej zabrała się za porządki, by przywrócić rentowność państwowego giganta. To szczególnie palący problem, gdyż operator pocztowy jest pod kreską. Po pierwszych dwóch miesiącach tego roku "strata Poczty Polskiej mogła przebić 60 mln zł" – informowała w marcu "Rzeczpospolita". Redukcja etatów rozwiązaniem

Jednym z rozwiązań zmierzających do uzdrowienia spółki ma być redukcja etatów. Związkowcy w firmie alarmują, że plany zawarte w dokumencie z 6 marca nazwanym "Projekt planu zatrudnienia i wynagrodzeń osobowych dla Poczty Polskiej S.A. na rok 2024" zakładają redukcję średnio ponad 5 tys. etatów na rok. Ich zdaniem w rzeczywistości oznacza to likwidację nawet 10 tys. stanowisk pracy.

To skutkowałoby zmniejszeniem zatrudnienia o niemal jedną szóstą. Obecnie w Poczcie Polskiej pracuje ok. 63 tys. osób. Zresztą zdaniem związkowców akcja już ruszyła.

Redukcja już się odbywa. Urzędy pocztowe dostają informację, o ile mają zmniejszyć zatrudnienie, a liczby są uzależnione od etatów w danej placówce. Wytyczne dla naczelnika danego urzędu pocztowego wprost wskazują, że ma zredukować zatrudnienie o np. 10 etatów. Dodatkowo niektóre urzędy pocztowe są lub będą za chwilę przekształcone w filię – tłumaczy w rozmowie z money.pl Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty.

Filię można określić jako "dodatkowe okienka" urzędu pocztowego. Czyli będziemy mogli w nich nadać lub odebrać przesyłkę, ale nie są z nich prowadzone usługi doręczeń. Innymi słowy: nie wychodzą z nich listonosze.

Dlatego też Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ) zaapelowało już do Rady Dialogu Społecznego (RDS), aby na jej posiedzeniu poruszyć kwestię zatrudnienia w Poczcie Polskiej. Poczta Polska: zwolnień grupowych nie ma

Zapytaliśmy więc Pocztę Polską o kwestię redukcji etatów. W odpowiedzi jednak biuro prasowe odesłało nas do komunikatu na stronie spółki. Czytamy w nim, że – "wbrew pojawiającym się w przestrzeni medialnej fałszywym przekazom" – "Poczta Polska nie prowadzi redukcji etatów poprzez zwalnianie pracowników".

Powielana w sensacyjnym tonie docelowa liczba redukowanych etatów odnosi się do naturalnej fluktuacji, czyli niezatrudniania na stanowiska, które pozostają nieobsadzone po m.in. przejściu pracowników na emeryturę. W ramach dostosowania profilu działalności do spadających wolumenów listów, spółka nie odtwarza stanowisk nieobsadzonych po naturalnym wygaśnięciu stosunku pracy. Proces ten jest w pełni zgodny z obowiązującym prawem pracy. Nie kwalifikuje się przy tym jako zwolnienia grupowe. Co należy podkreślić, proces ten nie jest jednorazowy, lecz rozłożony w czasie – informuje spółka w komunikacie.

Firma podaje też, że w uzasadnionych przypadkach będzie też zatrudniała nowych pracowników. Na koniec wyjaśnia, że koszty pracy przekraczają 60 proc. budżetu spółki, co jest wskaźnikiem znacząco "odbiegającym od wartości rynkowych" i ma negatywny wpływ na potencjał inwestycyjny.

We wspomnianym komunikacie Poczta Polska podkreśla też, że tzw. naturalna redukcja obejmuje menedżerów. Innego zdania jest jednak związkowiec.

– Ta redukcja nie obejmuje pracowników administracyjnych, zwanych back office, a wyłącznie pracowników – jak nazywamy ich w Poczcie – eksploatacyjnych, czyli listonoszy, asystentów, kierowców, pracowników ochrony itd. Mało tego, pracowników back office w ostatnim czasie przybyło. Dochodzi też do dublowania stanowisk. Na dzisiaj np. mamy dwóch dyrektorów odpowiadających za biuro sieci i logistyki. Nie dyrektora i zastępcę, tylko dwóch dyrektorów – punktuje. Przesyłki będą docierać z opóźnieniem

Piotr Moniuszko podkreśla, że redukcja etatów dotknie też klientów. Skrócone będą godziny otwarcia poszczególnych punktów. Do tego listonosze będą musieli rozszerzać swój obszar doręczeń, by pokryć "dziury" na mapie powstałe po zwolnionych koleżankach i kolegach.

– A zatem dostarczanie korespondencji będzie wręcz niewykonalne, bo pracownicy nie będą w stanie fizycznie tego zagwarantować – tłumaczy nasz rozmówca.

Pierwsze sygnały o problemach zaczęły docierać z Myszkowa, o czym informowała lokalna "Gazeta Myszkowska". Według jej rozmówców (wśród których znaleźli mieszkańcy i pracownicy spółki) do jednej z dzielnic miasta nie docierają przesyłki i awiza z powodu wakatu listonoszy obsługujących ten rejon. Poczta Polska w odpowiedzi na pytania gazety jednak zaprzeczyła, by dochodziło do takiej sytuacji. Podkreśliła, że przejściowe problemy z doręczeniami mogą wynikać m.in. z absencji chorobowej pracowników.

Wpadamy w błędne koło, bo przez redukcję zatrudnienia ograniczamy przychody, a to z kolei spowoduje, że znów trzeba będzie redukować etaty, by utrzymać rentowność – ocenia Piotr Moniuszko.

Pocztowcom trudno strajkować

Twierdzi też, że Sebastian Mikosz, nowy prezes Poczty Polskiej, unika kontaktów ze związkami zawodowymi i nie odpowiada na ich pisma. A – jak podkreśla – związkowcy mają kilka pomysłów, które mogłyby usprawnić działalność spółki.

– Np. na terenach wiejskich Poczta wykorzystuje firmy zewnętrzne do dostaw paczek i płaci im średnio 4,50 zł od paczki. A jakby zamiast tej współpracy dać działającym w tych regionach listonoszom te paczki i zapłacić im 2 zł od dostawy, to oni – śmiem twierdzić – podjęliby się tego zadania – wskazuje nasz rozmówca.

Na ten moment jednak związkowcom trudno jest zorganizować akcję ostrzegawczą, gdyż przyznają, że pracodawca prowadzi redukcję zgodnie z prawem. Jeśli więc już mieliby przeprowadzić protest, to "przeciwko osłabianiu pozycji Poczty Polskiej na rynku usług, jej marginalizowania".

Czy do takiego protestu dojdzie w najbliższym czasie? Tego wykluczyć nie mogę – podsumowuje Piotr Moniuszko.

Wielomilionowe straty Poczty Polskiej

Jak podała "Rzeczpospolita", strata PP za 2023 r. wynosi 787 mln zł. Kierownictwo wstrzymało wydatki i decyzje które nie są niezbędne do ciągłości realizacji zadań operacyjnych Poczty.

Państwo zgodnie z przepisami powinno rekompensować spółce straty, które ta ponosi w wyniku docierania do każdego zakątka kraju. Jednak dotacje tkwią w zawieszeniu. Pieniądze powinien wypłacić Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE), jednak czeka on na zgodę Komisji Europejskiej na taką pomoc.

Dlatego też w ostatnim czasie pojawiła się ustawa, zapewniająca przekazanie 2,052 mld zł Poczcie Polskiej z tytułu dotacji na sfinansowanie obowiązku świadczenia usług powszechnych w 2024 i 2025 r. Pod koniec marca podpisał ją prezydent Andrzej Duda.

136
 
 

Protest liistonoszy i pracowników poczty przeciwko likwidacji 52 etatów na terenie RS Kielce.Filmik na YT: Do protestu przystąpiły trzy zwiazki zawodowe Solidarność, OPZZ-ZZPP, Związek Zawodowy Listonoszy i Pracownikow Poczty.

Filmik: https://www.youtube.com/watch?v=4yTD8Y4L8Is

137
 
 

Filipino migrant workers in European country allege wage theft, salary deductions and passport confiscation.

138
139
 
 

Mętne agencje zatrudnienia rekrutują Ukraińców na nisko płatne prace w Holandii. Tani pracownicy są sprowadzani do naszego kraju przez Polskę, często pod fałszywymi obietnicami dotyczącymi pracy i mieszkania. „Zostają odesłani z pustymi rękami”.

Oryginalny link.

140
141
 
 

Cyt. ze str.:

Sprytne zaplanowanie urlopu wypoczynkowego, tak aby w jego trakcie wypadały święta wolne od pracy pozwala łatwo zwiększyć długość wypoczynku. Poniżej można łatwo sprawdzić ile dni maksymalnie będzie trwał twój urlop przy danej liczbie wolnych dni oraz wszystkie jego możliwe terminy w roku kalendarzowym 2024. Wszystkie obliczenia zakładają, że weekendy (soboty i niedziele) są dniami wolnymi od pracy, więc niestety nie będą dotyczyć każdego zawodu i stanowiska, niemniej jednak mamy nadzieję, że okażą się przydatne jak największej grupie osób.

142
143
 
 

Od kilku miesięcy media regularnie informują o trudnej sytuacji finansowej, w jakiej znalazł się największy operator pocztowy na polskim rynku - Poczta Polska. Z informacji przekazanych przez jeden z lokalnych tygodników wynika, że kryzys odczuwalny jest w jednym ze śląskich oddziałów instytucji. Mieszkańcy Myszkowa twierdzą, że od dwóch miesięcy nie odwiedzał ich listonosz. Z kolei rzecznik spółki zajmującej się świadczeniem usług pocztowych zapewnia, że wszystko jest w porządku, listy są doręczane, a pewne niedogodności mogły być skutkiem "długotrwałej absencji chorobowej" wśród pracowników.

Jak informuje "Gazeta Myszkowska", od dwóch miesięcy do mieszkańców Myszkowa (woj. śląskie) nie przychodzi listonosz. Z ich relacji wynika, że nie tylko nie dochodzą do nich zwykłe przesyłki, ale także listy polecone, w tym m.in. pisma z ZUS, urzędów czy sądów. Co ciekawe, mieszkańcy mają również nie dostawać awizów, czyli informacji o tym, że na poczcie znajduje się przesyłka, która musi zostać odebrana przez nich osobiście.

Nie widzieli listonosza od dwóch miesięcy. Dostają informacje o niezapłaconych fakturach 

Poczta Polska jest największym operatorem pocztowym w Polsce. Zatrudnia 66 tys. pracowników, a jej sieć obejmuje 7,6 tys. placówek, filii i agencji pocztowych w całej Polsce. Z informacji przekazanych na posiedzeniu senackiej komisji przez posłankę KO Karolinę Pawliczak wynika, że zeszłoroczna strata Poczty Polskiej sięgnęła 800 mln zł, spółka balansuje na granicy możliwości wykonywania usług, zarobki 80 proc. pracowników są na poziomie pensji minimalnej, a 80 proc. placówek jest nierentownych.

Zdaniem lokalnego tygodnika to z powodu braku pracowników tamtejsza poczta nie dostarcza listów. Z relacji mieszkańców wynika, że niektórzy z nich mieli nieprzyjemności z powodu nieotrzymania przesyłek.

  • Prowadzę firmę. Długo nie było listonosza. W końcu telefonicznie zaczęły się monity, że taka faktura niezapłacona, że kolejna. Ja tłumaczę, że nie dostałem rachunków. Pojechałem na pocztę, a tam tłum ludzi, wszyscy pytają - gdzie są listy? Jak odstałem swoje, dostałem cały plik poczty, jak widzę po stemplach, z dwóch miesięcy. Pani w okienku powiedziała, że listów nie noszą, bo nie mają listonosza na Pohulance - wyjaśnia w rozmowie z "Gazetą Myszkowską" jeden z mieszkańców Pohulanki - dzielnicy Myszkowa.  Mieszkańców Myszkowa denerwuje nie tylko to, że listy do nich nie docierają, ale przede wszystkim to, że - jak twierdzą - "Poczta Polska udaje, nic się nie stało". - Mogliby chociaż ogłosić, dać reklamy, że jest taki problem. Kto ma dużo listów, sprawdziłby czasem co na niego czeka. A tam udają, że tematu nie ma - czytamy w internetowym serwisie gazety. Mieszkańcy zauważają również, że kolejne nieodebranie przesyłki np. z sądu, może mieć daleko idące konsekwencje, w tym skutkować przepadkiem terminu na złożenie sprzeciwu od wyroku.

    Co na to Poczta Polska? "Długotrwała absencja chorobowa"

Gazeta poprosiła Pocztę Polską o wyjaśnienie zaprzestania dostarczania przesyłek listowych. Zapytała również m.in. o to, jak długo listy nie będą doręczane, a także co się z nimi dzieje.

W odpowiedzi biuro prasowe Poczty Polskiej podkreśliło, że nie zaprzestano dostarczania przesyłek do mieszkańców.  "Przesyłki są doręczane dla mieszkańców każdego dnia od poniedziałku do piątku. Natomiast z powodu absencji chorobowej, długotrwałej wśród załogi służby doręczeń, nastąpiły opóźnienia spowodowane zwiększonym wolumenem przesyłek przeznaczonych do doręczenia" - czytamy w dalszej części odpowiedzi, którą przytacza internetowy serwis gazety.   "Jednocześnie pragniemy poinformować, że obecnie podejmowanie są działania w celu wsparcia pracowników służby doręczeń. Przepraszamy za wszelkie niedogodności" - dodano. 

144
 
 

W Poczcie Polskiej ruszył proces zwolnień ze stanowisk kierowniczych. Pracę straciło w ostatnich dniach 30 osób zasiadających do tej pory na fotelach dyrektorów i wicedyrektorów - dowiaduje się money.pl ze źródeł zbliżonych do Ministerstwa Aktywów Państwowych.

  • Głównie są to osoby, które były zatrudnione w spółce za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, często związane rodzinnie z członkami tej partii lub z "Solidarnością" - twierdzi nasze źródło. Proces ten nie jest związany z pojawiającymi się wcześniej informacjami o planowanych zwolnieniach grupowych.

Przypomnijmy, że od tego tygodnia poczta ma nowego prezesa - w poniedziałek został nim Sebastian Mikosz. Na wiceprezesa zarządu został powołany z kolei Dariusz Śpiewak. Pozostali członkowie zarządu mają zostać wybrani w późniejszym terminie.

Sebastian Mikosz dwukrotnie był prezesem Polskich Linii Lotniczych LOT i odpowiadał za ich restrukturyzację. Później był związany zawodowo z Kenya Airways jako CEO, a w latach 2020-2022 był starszym wiceprezesem Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych IATA. Pod koniec stycznia gazeta.pl pisała, powołując się na nieoficjalne ustalenia, że tylko Mikosz jest gotowy podjąć się kierowania pocztą. Poczta na zakręcie

Wszystko przez to, że spółka ma ogromne problemy finansowe i strukturalne. "Rzeczpospolita" podawała w połowie stycznia, że spółka miała w 2023 roku 787 mln zł straty. W związku z tym zarząd podjął decyzję m.in. o wstrzymaniu inwestycji, naboru pracowników i podwyżek.

Poczta Polska zatrudnia ponad 60 tys. osób, a jej sieć obejmuje 7,6 tys. placówek pocztowych, filii i agencji na terenie całego kraju.

145
4
submitted 1 year ago* (last edited 1 year ago) by [email protected] to c/[email protected]
 
 

Kilkudziesięciu pracowników Poczty Polskiej protestowało dziś (wtorek, 2 kwietnia) przed siedzibą spółki w okolicy dworca PKP w Kielcach. Sprzeciwiają się oni planom redukcji etatów. W województwie świętokrzyskim problem może dotyczyć ponad 200 osób.

Manifestujący mieli trąbki oraz flagi Polski i Solidarności. Nie brakowało także transparentów z hasłami: „Przesyłka nie awizo” oraz „Piekło pocztowców”.

Pracownica poczty Dorota Lipka poinformowała, że po redukcji etatów Poczta Polska nie będzie już konkurencyjna na rynku:

– Nie będzie miał kto doręczać paczek i nie będzie pracowników „w okienkach”, którzy będą mogli je odbierać. Godziny zostaną skrócone i sukcesywnie urzędy będą przekształcane w filie – mówi.

Duża liczba protestujących wynika z faktu, że walczą oni o swoje miejsca pracy – dodała Dorota Lipka:

– Nie chodzi tu jedynie o te, które zostaną zlikwidowane. Sposobem na redukcję mają być tzw. naturalne odejścia, czyli nie będą przedłużane umowy terminowe. W ślad za tym pracownicy, którzy mają umowy na czas nieokreślony, będą mieli więcej pracy, ponieważ będą musieli obsługiwać nawet po trzy rejony. To jest fizycznie niemożliwe – dodaje.

Zdaniem Doroty Lipki w Polsce pracę może stracić nawet 10 tys. osób. Obecnie w spółce, w całym kraju, zatrudnionych jest 63 tys. pracowników.

Filmik https://www.youtube.com/watch?v=4yTD8Y4L8Is&embeds_referring_euri=https%3A%2F%2Fradiokielce.pl%2F&source_ve_path=OTY3MTQ&feature=emb_imp_woyt

146
147
 
 

Firma odpowiedzialna za zawalenie się mostu w Baltimore zablokowała swoim pracownikom możliwość zgłaszania obaw dotyczących bezpieczeństwa do amerykańskiej straży przybrzeżnej. Teraz federalne organy regulacyjne nałożyły na nią sankcje za naruszenie ustawy o ochronie sygnalistów.

Kolejna katastrofa, do której prawdopodobnie nie doszłoby, gdyby nie chciwość i uciszanie pracowników.

148
149
150
 
 

Po raz pierwszy od 2012 r., odpis na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych w 2024 r. wzrośnie zgodnie z przepisami ustawowymi, co zakończy praktykę „mrożenia” jego wysokości. Decyzja Sejmu RP przyniosła korzyści nie tylko pracownikom, ale także ich rodzinom i stanowi istotny sukces OPZZ, jak również zwieńczenie podejmowanych przez nas przez wiele lat działań.

view more: ‹ prev next ›